O autorze
Adam Gabryelów - psycholog, manager, podróżnik.

Jestem głęboko przekonany, że świat jest zrozumiały – trzeba go jednak opisywać zgodnie z maksymą samego Einsteina: „Tak prosto jak to tylko możliwe. Ale nie prościej.”

Polub fanpage Drugiego dna i bądź na bieżąco z nowymi tekstami - facebook

Prowadzę też autorski blog Trzecie dno, na którym pokazuję świat z jeszcze szerszej perspektywy.

Pokora, idioto!

Kiedyś red. Tomasz Lis wołał: "Polska, głupcze!". Dzisiaj bardziej na czasie wydaje się być: "Pokora, idioto!".

Arcypapież Rafał Ziemkiewicz przemawia dosadnie. Jego diagnoza była krótka – papież to idiota. Nie mnie oceniać teologiczną głębię tych słów, ale zadziwiające jest, kiedy ktoś wyraża się tak o najważniejszym człowieku swojej religii. Co więcej, ten werdykt wydaje się przeczyć podstawom katolicyzmu. W 1870 roku na pierwszym soborze watykańskim ogłoszono dogmat o nieomylności papieża. Otóż na mocy tego dokumentu – w który musi wierzyć każdy katolik – Ojciec Święty jest nieomylny w sprawach wiary i obyczajów.



„(Biskup Rzymski) ...dzięki opiece Bożej przyrzeczonej mu w osobie św. Piotra Apostoła posiada tę nieomylność, jaką Boski Zbawiciel chciał wyposażyć swój Kościół w definiowaniu nauki wiary i moralności. Toteż takie definicje są niezmienne same z siebie, a nie na mocy zgody Kościoła. Jeśli zaś ktoś, co nie daj Boże, odważy się tej naszej definicji przeciwstawić, niech będzie wyłączony ze społeczności wiernych.” (za: Wikipedia)

Ktoś tu więc na pewno jest idiotą. Papież lub Rafał Ziemkiewicz. Mam swój typ, ale go nie ujawnię w obawie przed hipokryzją mojego podejrzanego – nie chcę skończyć w sądzie.

Oczywiście można próbować argumentować, że w tym konkretnym przypadku Ojciec Święty nie mówił ex cathedra, więc mógł się mylić. Stąd już tylko krok do nazwania go idiotą. Przynajmniej dla człowieka świętobliwego, któremu – jak Rafałowi Ziemkiewiczowi – leży na sercu dobro Kościoła. Zatem nie powinno dziwić, że publicysta się swoich słów nie wstydzi. Sam tak napisał! Wstydzi się „jedynie tego, że dał się zwieść propagandowej manipulacji”. I jak się okazało – ma rację. Nie co do papieża, ale co do tego, że wstydzić się nie musi. Prokurator uznał, że do przestępstwa publicznego znieważenia głowy państwa nie doszło, bo Ziemkiewicz nie chciał nikogo znieważać – a przynajmniej tak zadeklarował. Jak się „okazało”, publicysta chciał jedynie zwrócić uwagę, że nauczanie papieża zagraża tradycji katolickiej i spoistości Kościoła. Znaczy Ziemkiewicz jest – dosłownie – świętszy od papieża.

Jedyne, czego zdaje się mu brakować, to pokora. Jestem w stanie zrozumieć, że publicyście wolno więcej. Jest też bardziej niż pewne, że papież Franciszek nie wniesie oskarżenia przeciwko Ziemkiewiczowi. Nie dlatego, że nie może. Teoretycznie mógłby. Ale zapewne woli inne sposoby, aby dbać o swój autorytet – choćby poprzez pokorę, skromność i powściągliwość. Z tym, że nie są to wartości bliskie polskiemu narodowemu katolicyzmowi. A szkoda, bo można odnieść wrażenie, że katolicyzm polskiej prawicy i katolicyzm papieża Franciszka to są dwie zupełnie inne religie.
Trwa ładowanie komentarzy...