Moda na umieranie

Po efektownym rozszerzonym samobójstwie pilota w Alpach można się było spodziewać powtórki. To tak zwany efekt Wertera, który może doprowadzić także do kolejnych tragedii.

Mroczna inspiracja
Próba rozbicia autobusu, do której doszło wczoraj na trasie Warszawa-Lublin, nie powinna dziwić. Ludzie inspirują się sobą nawzajem, w pewnym sensie nawet dodają sobie odwagi. Efekt jest tym silniejszy, im bardziej znana osoba popełnia samobójstwo lub im efektowniej ono było przedstawiane przez media. Na przykład Marilyn Monroe – która przedawkowała środki nasenne – pociągnęła za sobą do grobu co najmniej 200 osób. O tyle więcej samobójstw zarejestrowano w USA w porównaniu z innymi okresami.



Newralgiczny okres to pierwsze 10 dni od pojawienia się w mediach informacji o czyimś samobójstwie, kiedy wzrasta ryzyko, że inne osoby zainspirują się nagłośnionym czynem. Stąd kodeksy etyczne dotyczące mediów w niektórych krajach wręcz zakazują przekazywania informacji o tym, że ktoś sam targnął się na swoje życie.

Niestety w przypadku pilota Germanwings nie udało się tego uniknąć. Sprawa była zbyt istotna dla społeczeństwa, aby media chciały przemilczeć ustalenia śledczych. Z jednej strony to zrozumiałe, ponieważ informacja o samobójstwie niosła uspokojenie, że nie doszło do żadnego zamachu terrorystycznego. Ale z drugiej... No właśnie, mogła to być inspiracja dla naśladowców. Co prawda nie każdy jest pilotem, ale zbiorowa śmierć w wypadku drogowym też wydaje się dramatyczna. Zapewne podobnie myślała kobieta próbująca rozbić autobus na obwodnicy Garwolina.


„Wielo-bójstwo”
Pytanie – dlaczego ktoś miałby zabierać ze sobą do grobu postronnych ludzi? Potencjalnych motywacji wydaje się być kilka. Ta najbardziej banalna to sława. „Pewnego dnia zrobię coś, co zmieni cały system i wszyscy zapamiętają moje imię" – miał powiedzieć Andreas Lubitz. Wiecie, kto to jest? Czyli dopiął swego.

Nie on pierwszy. Podobne intencje przyświecały ludziom już tysiące lat temu. Niejaki Herostrates podpalił świątynię Artemidy w Efezie, zaliczaną do siedmiu cudów świata. Skazano go za to na karę śmierci i „wieczne zapomnienie” – wymazanie jego imienia ze wszystkich pisanych dokumentów. Jak widać, tej drugiej części kary nie dało się wyegzekwować. W psychologii powstało nawet pojęcie kompleksu Herostratesa, czyli obsesji osiągnięcia sławy za wszelką cenę. Z wypowiedzi Lubitza wyłania się bardzo podobny obraz.

Drugą motywacją dla zbiorowego samobójstwa może być... strach przed samotnością. Oskar Widle napisał: "Rodzimy się samotni, żyjemy samotnie i umieramy w samotności. Jedynie miłość i przyjaźń stwarzają iluzję, iż nie jesteśmy tak zupełnie sami". Rozszerzone samobójstwo może być pewną próbą zaprzeczenia temu twierdzeniu. Pilot Germanwings nie umarł w samotności. Choć tak zapewne żył od czasu, kiedy zostawiła go dziewczyna, przerażona pogłębiającymi się problemami psychicznymi pilota.

Wiemy też, że zbliżając się ku śmierci, nie czuł strachu. Oddychał miarowo, co zarejestrowały czarne skrzynki. Słyszał też krzyki pasażerów, które nie zrobiły na nim najwyraźniej żadnego wrażenia. Jego czyn mógł być też pewnego rodzaju zemstą. Niektórzy ludzie miewają obsesyjne myśli, że mogliby skrzywdzić postronne osoby, np. wepchnąć przypadkowych ludzi pod tramwaj. Dzieje się tak szczególnie u osób posiadających pewne typy osobowości, np. osobowość obsesyjno-kompulsywną, swoją drogą względnie powszechną. Zazwyczaj nic za tymi męczącymi myślami nie idzie, bo jest to tylko sublimacja wewnętrznych konfliktów, które nie przekładają się na działanie (psychoanalitycy już dawno ustalili, że takie agresywne myśli najczęściej dotyczą ludzi, którzy czują zadawnioną nienawiść do swoich pierwotnych opiekunów, ale ich psychika nie chce dopuścić tego faktu do świadomości i przekierowuje na postronne osoby). Problemy zaczynają się, kiedy taka osoba popada w prawdziwą chorobę psychiczną, przez co zatraca rozumienie, co jest tylko niechcianą fantazją, a co jej rzeczywistą wolą. Być może pilot Germanwings popadł w jakąś formę psychozy i uznał, że zabijając niewinnych ludzi, zemści się za swoje osobiste krzywdy. Z medialnych doniesień wiemy, że leczył się psychiatrycznie, choć nie na depresję. To raczej nie jest przypadek, bo osoby depresyjne kierują agresję generalnie przeciw sobie, a nie przeciw innym ludziom.


Żałosny jak Andreas Lubitz
Jak z tym walczyć? Trudno, ale pewne wskazówki można znaleźć. Po pierwsze – nie nagłaśniać samobójstw. Ale przede wszystkim nie nadawać im romantycznej otoczki. Należy przyjąć, że samobójstwo – szczególnie rozszerzone – to efekt zaburzeń psychicznych, egoizmu, a wręcz przerażającej głupoty, która wcale nie prowadzi do założonego przez samobójcę celu. A samo naśladownictwo można ośmieszyć. Ludzie kopiują zachowania, które dają im jakieś psychiczne korzyści. Może to być powszechne współczucie, sława, a nawet zbiorowa nienawiść – mimo wszystko osoba powszechnie znienawidzona staje się „kimś”, co podkreślał już wspomniany starożytny Herostrates.

Nikt natomiast nie chce wydać się żałosny. Ośmieszenie działa także w przypadku mniej drastycznych tendencji, jak opisywana ostatnio akcja #cut4zayn, mająca polegać na samookaleczaniu się przez fanki boysbandu One Direction. To taki znak protestu po odejściu jednego z członków zespołu połączony z przykuwaniem uwagi otoczenia swoim drastycznym czynem. Tymczasem im więcej powagi wokół tej idiotycznej internetowej mody, tym więcej psychicznych profitów dla osób biorących udział w publicznym uszkadzaniu swojego ciała. Powiedzmy sobie otwarcie – rzeczy głupie są głupie, nawet jeśli szokują. A czyny takie jak rozszerzone samobójstwo są nie tylko straszne, ale przede wszystkim odrażające i żałosne w swoim egoizmie.
Trwa ładowanie komentarzy...